W minioną sobotę mieliśmy u siebie w odwiedzinach bardzo miłych gości – przyjaciół, z którymi ostatnimi czasy nie mieliśmy kiedy się spotkać. I w końcu się udało! 🙂

Od słowa do słowa, zupełnie nie wiadomo skąd zeszliśmy na jakieś całkowicie zamierzchłe tematy… a mianowicie daleką przeszłość, moją i K. i nasze wspólne początki. Śmieszna sprawa, bo właściwie nie mieliśmy totalnie powodu od dawien dawna do tego wracać. Ani czasu 😉
A tu taki temat wypłynął… i pomyślałam, że mogę wam zdradzić część naszej historii i czynników, które złożyły się na powstanie NAS.

Dawno, dawno temu, a dokładnie w okolicach lutego 2010 roku mieszkałam jeszcze w Bydgoszczy, z ówczesnym narzeczonym, miałam pracę (a nawet dwie) i dzienne studia. Niestety na drugim roku było mi już bardzo ciężko łączyć naukę (wymagającą dzienną biotechnologię) z dwiema pracami i zaległości na uczelni uzbierało mi się na tyle, że po I semestrze II roku postanowiłam odpuścić i zacząć od nowego roku akademickiego jeszcze raz. W związku z faktem, że zawsze była ze mnie ambitna i zaradna dziewczyna postanowiłam tą ponad półroczną przerwę dobrze wykorzystać i wymyśliłam sobie roczną szkołę policealną. Jakby w Bydgoszczy było ich mało, znalazłam sobie taką w… Poznaniu 😉 To był zupełny strzał w ciemno, chciałam iść na zarządzanie firmą w jednej ze szkół, która ma swoje placówki w całej Polsce. W Poznaniu wówczas zupełnie nikogo nie znałam, więc było to całkowite błądzenie po omacku. Dla mnie coś nowego, czysta karta, możliwość poznania nowych ludzi i szansa na udobruchanie mamy, która nie mogła sobie wybaczyć, że wraz z wyprowadzką z domu zaprzepaściłam studia.

Teraz, z perspektywy, cała ówczesna sytuacja i moje postępowanie są dla mnie zupełnie nielogiczne. Dalej miałam dwie prace, a co dwa tygodnie w soboty wstawałam o 3 nad ranem (!!!), żeby zdążyć na pociąg o 4:30 (!!!???) do Poznania (od którego dzieliło mnie jakieś 140 km), bo od 8 rano miałam zajęcia. Początkowo wracałam w soboty do Bydgoszczy (!), żeby w niedzielę powtórzyć schemat. Z czasem zaczęłam wynajmować pokój w akademikach UP na tą jedną noc. Studiowałam tak sobie dzielnie cały semestr, miałam swojego rodzaju odskocznię od trudów codzienności w Bydgoszczy (nie garnący się do pracy narzeczony, praca na dwa etaty, zajmowanie się domem itp.). Coraz więcej rzeczy w Bydgoszczy zaczęło mnie męczyć, czułam się przytłoczona, że się topię, że wszystko spoczywa na moich barkach… odpowiedzialność za finanse, za zajmowanie się domem, za zakupy. Blablabla… w tym momencie może to brzmi jak wymówka, jak tłumaczenie się z winy, a jak powszechnie wiadomo – tylko winny się tłumaczy. Nie wiem do dziś, co mną kierowało, ale… zakochałam się. W moim obecnym mężu. To było jakoś w czerwcu 2010 roku. Przez pół roku chodził ze mną na te same zajęcia, ale zupełnie nie zwracaliśmy na siebie uwagi. Wystarczyło tylko (albo aż) jedno okienko na zajęciach, gdzie ja pociąg do siebie miałam dopiero za 3 godziny… K. zaproponował, że pokaże mi miasto i tego dnia zupełnie przepadłam. Na punkcie jego, Poznania… Poznań pokochałam od pierwszego wejrzenia.

Czułam, jakbym ukradła fragment życia, które jeszcze nie jest moje.
Na bardzo krótko znalazłam się w miejscu, które mnie rozumiało.
Już jakoś namacalnie czułam, że tu kiedyś będzie mój dom, a ci ludzie mijający mnie na ulicy kiedyś będą moimi sąsiadami…
Poznań do dziś symbolizuje moje pragnienie. Kocham to wszystko, co się tu wydarzyło. Wszystko było wielkie, piękne, monumentalne… Poznań jest odzwierciedleniem moich marzeń, jak i spełnieniem już naszych wspólnych.
Poznań to moje miasto od tamtego momentu.
To miasto ludzi takich jak ja…

Dalej wszystko potoczyło się już bardzo szybko… Ostatni zjazd, wyjście integracyjne i miłość na maksa. 🙂 🙂 🙂

Do dziś pamiętam najbardziej pewien sierpniowy, upalny dzień, który o wszystkim przesądził. Zwolnienie grupowe w pracy… wróciłam do domu około południa i… nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. Łzy napływały mi do oczu, czułam, że tylko ta praca była jedynym co mnie tam trzymało. Pojechałam wtedy do domu przyjaciółki i tam spędziłam resztę dnia i noc. Jeszcze tego samego wieczoru podjęłam najważniejszą decyzję w moim życiu. Carpe Diem! Rzucam wszystko w cholerę i zaczynam od nowa, z czystą kartą, gdzie indziej. 🙂

Every Moment is a Chance to Turn it Around

slogan z filmu 8. Mila

W ciągu tygodnia sprzedałam stary samochód. znalazłam pracę i mieszkanie w Poznaniu, przeniosłam studia (na zaoczne), zakończyłam ówczesny związek i z autem zapakowanym po dach i niespełna tysiakiem na koncie pojechałam do Poznania. Kiedy mówiłam mojej mamie „Mamo, ja naprawdę się przeprowadzam. Wyjeżdżam już na zawsze.” nie brała tego na poważnie. Myślała, że jak wakacje przeminą, to wrócę… nic podobnego. 😉

Początki były trudne, ale fajne. Po miesiącu wynajęłam pokój w innym miejscu i tam już zostałam na rok. Z K. nie tak od razu byliśmy „razem” tak naprawdę. 😉 Spotykaliśmy się bardziej w weekendy, początkowo bez ogromnych deklaracji, ja pracowałam, kontynuowałam studia na II roku, tylko zmieniłam kierunek na technologię żywności 🙂 Przez długie tygodnie budziłam się w nowym miejscu i dopiero po kilku minutach docierało do mnie gdzie jestem i że moje życie teraz toczy się tutaj.

Ale nigdy, ani przez minutę nie żałowałam. Niczego.

Nawet jak w marcu 2011 rozstaliśmy się z K. na pół roku. I ja, i on spotykaliśmy się z kimś innym. Zawierałam przyjaźnie, korzystałam z życia. Część z nich trwa do dziś 🙂 Teraz, z perspektywy sądzę, że przerwa była nam niezbędna, żebyśmy oboje mogli dojrzeć, docenić siebie na nowo i zacząć od innej strony. 1 sierpnia 2011 zamieszkaliśmy razem. Na swoim. 🙂

Mieliśmy swoje wzloty i upadki, ale od tej pory trwaliśmy już razem w tej miłości.

FB_IMG_1489588316287

8 sierpnia 2014 roku powiedzieliśmy sobie „tak”, a 3 lipca 2015 urodził się Aleks.

Od czasu do czasu wspominam tamte wydarzenia… Już całkiem dawno, bo jakieś 5 lat temu zrobiłam sobie tatuaż z napisem „Every Moment is a Chance to Turn it Around”, po to, bym, jeśli kiedykolwiek najdą mnie chwile zwątpienia zawsze pamiętała, że każda chwila jest szansą, aby wszystko zmienić…!

Jeśli nie jesteś szczęśliwy – zmień to! Może nie aż tak radykalnie jak ja 😉 , ale nie warto marnować najpiękniejszych lat swojego życia tkwiąc w byciu nieszczęśliwym. 🙂

Wracam do domu,
Dom to tam gdzie jesteś Ty.
To takie proste,
Tylko tam chcę teraz być.

Lasery „Wracam”

Reklamy