Czyżby to był początek nowej ery dla mojego blogowania? Dzisiejszy post otwiera kolejną setkę, która, mam nadzieję powstanie „troszkę” szybciej, niż ta pierwsza. Mało kto wie, że przygodę z tym blogiem rozpoczęłam w listopadzie 2014 roku, czyli za 3 miesiące będzie on obchodził swoje 3 urodziny.

Słowem wstępu

to pierwszy wpis, który tutaj napisałam. Wtedy jeszcze kompletnie nie miałam pomysłu na siebie, a pisanie w internecie traktowałam jako kontynuację swojego hobby, jakim było pisanie do szuflady.

Założyłam bloga w jakiś miesiąc po tym, jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Od razu wiedziałam, że chcę uwiecznić ten stan, by móc zapamiętać z niego jak najwięcej. Teraz z rozrzewnieniem wspominam czasy, kiedy Aleks miał być małą Antoniną, uczestnictwo w pierwszej konferencji dla kobiet w ciąży, z mniejszym rozrzewnieniem bolący kręgosłup, mdłości i inne ciekawe rozrywki. Zostawiłam (i wciąż zostawiam) tutaj wszelkie swoje emocje, takie jak radość, kiedy okazało się, że Antonina jest chłopcem, złość i żal, kiedy ciąża staje się własnością publiczną, podekscytowanie, jakie towarzyszyło mi podczas kompletowania wyprawki, smutek związany z tematem poronienia, które pojawiały się w moim otoczeniu i wiele innych uczuć.

I choć początkowo i z założenia blog miał traktować o ciąży w formie pamiętnika, to bardzo szybko zrozumiałam, że ciąża to nie wszystko i zawsze jest jakiś „ciąg dalszy”. Przyjemnym finałem ciąży jest (nie, nie poród) pojawienie się dziecka.

Nie będę się tutaj powtarzać, że wszystko szybko się zmienia, coś jest, a później tego nie ma, że z dnia na dzień mówimy „pa-pa” dawnemu życiu, dawnemu sobie i rzucamy się w wir zupełnie nowych przeżyć. To prawda, że kiedy rodzi się dziecko pojawiają się zupełnie nowe uczucia i już nie pamiętamy jak to było żyć bez niego.

Ale ja nie o tym, dziś o blogu i jego przeobrażeniach. Dokładnie wtedy, kiedy pojawił się Aleks, zdałam sobie sprawę, że blog nie będzie tylko cukierkowo-różowy. Nie będzie traktował tylko o ochach i achach, ale i o trudach, znojach, choć również i o wspaniałościach, jakie daje nam życie.

Od tej pory chciałam dotykać zupełnie innych tematów. Sprawy, które kiedyś kompletnie nie były mi bliskie, nagle się stały i to bardzo. Mam na myśli dla przykładu wpis, który zrodził morze kontrowersji (choć zupełnie nie to było moim celem!). Nigdy wcześniej, ani nigdy dotąd żaden z moich postów nie zebrał tylu komentarzy. Nie chciałam wywołać walki pomiędzy dwoma obozami, ale to się zaczęło dziać zupełnie poza mną. Wszystko dlatego, że użyłam jednego słowa, którego (zdaniem niektórych) nie powinnam. Naciskano na mnie, bym je usunęła. Nie usunęłam. Uznałam, że blog jest i zawsze będzie tylko moim miejscem w sieci i to ja tutaj dyktuję warunki. Jeśli komuś się nie podoba sposób w jaki piszę, niech czuje się śmiało zaproszony do odlajkowania tej strony. Stałam się bardziej pewna siebie – to moja piaskownica i moje kredki.

I wtedy zdałam sobie sprawę, jak niebywała jest moc słowa pisanego, jak głęboki wpływ wywiera na innych ludzi i jak ogromną odpowiedzialność spoczywa na moich barkach.

Od tej pory pisałam sporadycznie, pisanie traktowałam bardziej jako okazjonalne, niedzielne hobby. Nie miałam czasu na pisanie, a może było zbyt nisko na liście moich priorytetów. Aż w pewnym momencie nastąpił przełom. Jedno spotkanie w Pile, jedno śniadanie w Bydgoszczy i   p o l e c i a ł o !   🙂 Jestem tu i teraz.

Poczułam, że to jest to, co chcę robić tak naprawdę. Że spełniam się w tym i że to szczerze i bezgranicznie kocham. Najtrudniej jest napisać 100 pierwszych słów i 100 pierwszych wpisów. Dziś obchodzę mały jubileusz i liczę, że teraz będzie już z górki. 

Na małe podsumowanie podrzucę Wam jeszcze zestawienie 10 najchętniej czytanych tekstów w całej historii bloga:

1/ Marynarski pokój naszego maluszka
2/ Wyprawka part 2. Apteka
3/ Nosidło ergonomiczne Womar Zaffiro
4/ Co zabrać ze sobą do szpitala?
5/ Poduszka ciążowa w kształcie rogala
6/ 19 tydzień ciąży, prawie półmetek
7/ 38 tydzień ciąży i pakowanie „na cito”
8/ Wyprawka part. 1
9/ Meblowanie pokoju maluszka
10/ 30 tydzień ciąży i plenerowa sesja zdjęciowa

Dzisiejsza okazja jest też dobrą na małe link party. Jeśli tworzycie w sieci coś fajnego – pokażcie się! Wrzućcie w komentarzach linki do najchętniej czytanych tekstów na Waszych blogach i dodajcie choć jedno zdanie o sobie. Bardzo chętnie Was poznam!

Reklamy